Ratt Fott

Dead? Yes. For now. But notice the bite marks. Can there be any doubt? I know he was your brother, but now he needs you one last time... He needs you to bring him eternal peace.

Description:

Doświadczenie

Wydane doś. Aktualne doś. Suma doś.
1100 exp. exp. 102 exp. 1202

Cechy

Główne WS BS S T AG INT WP FEl
Podstawowe 34 33 40 30 33 30 27 28
Tomb Rober +10 +0 +0 +0 +10 +10 +10 +5
Wykorzystane rozszerzenia +10 +0 +0 +0 +10 +10 +5 +5
Obecne 44 33 40 30 43 40 32 33
Pochodne A W SB TB M Mag IP FP
Podstawowe 1 14 4 3 5 0 0 0
Tomb Rober +0 +2 0
Wykorzystane rozszerzenia
Obecne 1 14 4 3 5 0 0 0

Armor/zbroja/ekwipunek

Lokacja Głowa Korpus P-ręka L-ręka P-noga L-noga
Lokacja 01-15 56-80 16-35 36-55 81-90 91-100
Punkty zbroi 2 1 1 1 0 0
T+PZ 5 4 4 4 3 3

Skill/umiejętności

Skills Umiejętności (podstawowe): Mam Cecha Test Powiązany talent
Gossip Plotkowanie + FEL 33
Speak Language Reikspiel Język Reikspiel + IQ 40
Search Przeszukiwanie + IQ 40/50* +10 z wykrywanie pułapek
Silent move Skradanie się + ZR 43/53* +10 tunnel ratt
Concealment Ukrywanie się + ZR 43/53* +10 tunnel ratt
Scale Sheer Surface Wspinaczka + K 40
Perception Spostrzegawczość + IQ 40
Skills Umiejętności (zaawansowane): Mam Cecha Test Powiązany talent
Common Knowledge (the Empire) Wiedza o Imperium + IQ 40
Read/Write Czytanie/Pisanie – Reikspiel/Khazalid + IQ 40
Skills Język Khazalid + IQ 40
Pick Lock Otwieranie zamków + ZR 53 +10 z wykrywanie pułapek
Evaluate, Wycena + IQ 40/50* Talent Artystyczny +10 wycena dzieł sztuki
Secret Signs Thief Sekretne znaki złodziei + IQ 40
Talent ENG Talent PL Cecha Opis
Artistic Talent Artystyczny ZR Modyfikator +20 do testów rzemiosła (sztuka) oraz +10 do wycenie dzieł sztuki
Tunnel Rat Grotołaz ZR +10 skradania i ukrywania się
Trap detection Wykrywanie pułapek ZR +10 do spostrzegawczości i otwierania zamków związanych z wykrywaniem otwieraniem zamków
Luck Szczęście raz dziennie powtarza dowolny nieudany rzut kostką
Sixth Sense szósty zmysł SW wyczucie niebezpieczeństwa
flee foot szybki chód SZ +1 do szybkości
Bio:

Część pierwsza

Zimny deszcz nieustannie ciął w twarz młodego Ratta Fotta, gdy ten ciężkimi ruchami raz po raz wbijał łopatę w mokrą, spulchniałą ziemię cmentarzyska.
Zapach wszechobecnej wilgoci wgryzał się w nozdrza bezpośrednio do mózgu, tak przynajmniej tłumaczył mu ojciec Detlaff podczas przygotowywania zwłok do pochówku w katakumbach. Twierdził również, że mózg przyzwyczaja się do najgorszych warunków, potrzebuje do tego jedynie czasu i modlitwy.
Co jakiś czas błysk na niebie rozświetlał zmęczoną twarz młodego mężczyzny, jak i ogorzałe lico jego towarzysza, który bacznie obserwował otoczenie w ciemnościach.
- Achh, nigdy nie rozumiałem was, ludzi, czemu godzicie się, aby was zwali Thagorr… – przerwał zdanie, plując czymś ciemnym na ziemię. – No, czyli szczur po waszemu, hee?
- Eeee, słyszysz mnie? Do ciebie, człeczyno, mówie.
Ratt ocknął się z zamyślenia.
- Ciszej, bo nas usłyszą… Tak mnie zwali w sierocińcu, bo szczura hodowałem.
Olfmir spojrzał na niego spod łba.
- W dupach wam się poprzewracało. – powiedział i plunął po raz kolejny w ciemną ścianę nocy.
Ratt nawet nie raczył mu odpowiedzieć, lecz wspomnienia z sierocińca szybko zalały otaczającą go ciemność.

- Rat! Rat! Rat! – w uszach młodego Fotta dudniło od wrzasku dzieciaków. – Rat! Rat! Rat! – wiedziały, że za chwilę czeka go surowa kara. – Rat! Rat! Rat!
Gdy chuda sylwetka pojawiła się w drzwiach, wrzask natychmiast ucichł. W całym dormitorium zapadła głęboka cisza, gdy napięcie skupiło się na jednym punkcie. Wszyscy wiedzieli, co za chwilę nastąpi. To było niczym odwieczny rytuał…
Młody Fott zacisnął zęby. Wiedział, że płacz i krzyk tylko odwlekłby i przedłużyły to, co nieuniknione. Katechetka nieraz dawała upust miłości do swoich podopiecznych z sierocińca. Zawsze przy wymierzaniu kary modliła się do matki Shally o miłosierdzie dla swych dzieci, aby spłynęło i przerwało cierpienie niewinnej duszyczki.

Ta stara kurwa twierdziła, że jest dla nas jak matka, która kocha swoje dzieci, a jeżeli kocha, to musi z całego serca wymierzyć karę. Jak dobrze, że stara już zdechła i już nie będzie raczyła nikogo swoją miłością…

- Jak myślisz, znajdziemy tu coś jeszcze? – słowa Olfmira ponownie przywołały Ratta do rzeczywistości. Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Zaraz się przekonamy. – nagły chrobot łopaty uderzającej o coś twardego przerwał rozmowę niezwykłych wspólników. Obaj rzucili się do odgarniania ziemi, odsłaniając stare, bogato rzeźbione wieko trumny.
- Achh, spójrz na to. – krasnolud pochylił się nad trumną – wygląda mi to na solidną, jak na ludzką rękę, robotę, spójrz na rzeźbienia, potwierdzają opis ze świątynnej księgi.
Mimowolnie ręce Ratta powędrowały do wieka trumny, gdy głos Olfmira ponownie zagrzmiał w ciemnościach
- Precz z łapami, człeczyno. Prędzej sobie dam brodę zgolić niż pozwolę Ci to otworzyć. – krasnolud odepchnął ręka człowieka na bok. – Chyba nie zapomniałeś o naszej umowie.
- Taaa, pamiętam…

- Kurrrwa mać! – Ratt, stojący przed popękanym wejściem do grobowca, zatrzymał się, zaskoczony.
Umarli, zwłaszcza tacy sprzed kilkuset lat, nie zwykli przeklinać, ale wyostrzony słuch chłopaka nie zmylił go. Po chwili do jego uszu dobiegł cichy chrobot i kolejne, głośne przekleństwo. Ratt rozejrzał się, ale nie zauważył żadnych śladów. Wejście do grobowca, który zamierzał hm.. zwiedzić, było popękane, wyraźnie naruszone bezlitosną ręką czasu i na tyle szerokie, że nawet człowiek jego rozmiarów nie miałby kłopotów z przeciśnięciem się do środka. Chłopak zawahał się krótką chwilę, ale podjął decyzję i wsunął się ostrożnie do wnętrza. W jego nozdrza wwiercił się zatęchły zapach kurzu, grzybów i kamienia. Z domieszką odchodów.
I jeszcze czegoś niezidentyfikowanego, co przyprawiło chłopaka szybko o łzawienie oczu.
Kontemplację otoczenia przerwał mu jednak kolejny chrobot i dźwięk, który tym razem niewątpliwie był stłumionym jękiem bólu. Ratt zapalił latarnię i ostrożnie ruszył w kierunku, z którego dochodziły tajemnicze odgłosy, lustrując przy tym bardzo dokładnie ściany przejścia i jego podłogę.
Ostrożność okazała się bardzo wskazana – po kilkunastu krokach chłopak stanął nad ziejącą wyrwą w ziemi. Z wyrwy dobiegało głośne, nie pozostawiające wątpliwości, że wydaje je osoba jak najbardziej żywa, a nie tylko nieumarła, sapanie. Ratt powoli zbliżył się do krawędzi przepaści i spojrzał w dół. Jego oczom ukazał się niezwykle osobliwy widok. Kilka stóp poniżej krawędzi szerokiej wyrwy, uczepiony wystającego kawałka skały, wisiał krasnolud. Jedną ręką trzymał się kurczowo podpory, drugą ściskał pod pachą olbrzymie tomisko starej, nieco zakurzonej księgi. Pod krasnoludem, mimo całkiem mocnego światła latarni, ziała nieprzenikniona ciemność. Krasnolud zmrużył oczy, wyraźnie oślepiony.
– Pomóż mi! ­- warknął.
Ratt spojrzał ciekawie, rzadko kiedy widywał krasnoludy w świątyni, w której pracował. Zwłaszcza w tak niecodziennych sytuacjach. Choć przez chwilę chłopak miał wrażenie, że tego krasnoluda akurat gdzieś widział. Nie był jednak pewien, brodate i krępe, wszystkie krasnoludy były do siebie podobne. Przynajmniej w oczach człowieka.
– Proszę! ­- do głosu krasnoluda przedostał się wreszcie lekki niepokój. Chłopak zobaczył krew spływającą po dłoni brodacza, mięśnie na jego potężnym ramieniu zaczynały drżeć z wysiłku. Musiał wisieć już tak dość długo.
Chłopak szybko wyciągnął z plecaka linę. Po dłuższej chwili krasnolud zwalił się, jęcząc, na kamienną posadzkę korytarza. Prawą dłoń miał pokrwawioną, ale Ratt zauważył po krótkich oględzinach ziejącą ranę na lewym ramieniu, ranę, przez którą przebijała złamana kość. Zemdliło go nieco, ale opanował się szybko. Jakim cudem krasnolud zdołał utrzymać się nad przepaścią, nie wypuścić z rąk zdobyczy i nie zginąć przy tym, pozostawało tajemnicą. Uratowany wwiercił w Ratta spojrzenie ciemnych jak antracyt oczu.
- Masz parę w rękach dzieciaku. Achh gdyby nie ty… – ­i wymownie splunął siarczyście w przepaść, nad którą jeszcze przed chwilą dyndały jego stopy. ­
- Ja nie widziałem tej pierdolonej pułapki. Achh, w oczodół urka, robię się za stary na to. Jestem Olfmir.
- Ja ciebie znam. – powiedział nagle Ratt, doznając olśnienia. ­ Widziałem ciebie kilka razy w karczmie “U Grubego”.
Krasnolud otaksował chłopaka spojrzeniem znawcy.
- Ty jesteś tym chłopakiem od świątyni. Tym, co wozi trupy. Kapłan ciebie tu wysłał? – zapytał z sarkazmem, dobrze znając odpowiedź.
- Na twoim miejscu cieszyłbym się, że tu byłem.
- Cieszę się, cieszę… wprost tryskam, kurwa, z radości. ­Umiesz czytać? ­- zapytał po chwili,
wskazując dłonią zakurzone tomisko.
- Umiem.
Krasnolud zasępił się. Spojrzał na ciemne sklepienie korytarza i potem znowu na Ratta.
Tym razem zmierzył dokładnym spojrzeniem jego potężną sylwetkę i zamyślił się.
Chłopak nie przerywał ciszy. Nigdy nie miał do czynienia z krasnoludami i uratowany przez niego brodacz ciekawił go bardzo. Nie chciał być jednak nachalny z pytaniami, słyszał, że krasnoludy wyjątkowo łatwo się irytowały.
- Ach posłuchaj mnie, dzieciaku. ­- Zachrypnięty głos krasnoluda przerwał długie milczenie. ­
Wytrząchaj wosk z uszu i nadstaw je uważnie, bo nie będę powtarzał. Rzuć świątynię, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś. Przeczytasz mi tę księgę. Muszę… muszę wiedzieć dokładnie, co jest w nio zapisane. A potem użyję zapisków i znajdę duże skarby. A ty… ty mi w tym pomożesz.
- A ja? Co ja będę z tego miał?
- Będu cię uczył.

Ratt Fott

Gniew Bogów Drenegar