Gunthar Zajadły

Może nie najsilniejszy, może nie najzwinnieszy, ale zajadły jak terrier.

Description:

W sumie jedyne co umie, to walczyć.

Nie jest jednak typowym mięśniakiem. Bystry, towarzyski, równie dobrze by się odnalazł na uniwersytecie czy w archiwum, jak na arenie.

Jest jedno ale: interesuje go tylko walka.

terrier.jpg

Cechy

Główne WS BS S T Ag Int WP Fel
Podstawowe 33 34 35 36 29 32 45 37
Rozszerzenia profesji +15 +10 +5 +10 +10 +10
Wykorzystane rozszerzenia +15 +5 +10 +5 +10
Obecne 49 34 40 46 34 32 55 37
Pochodne A W SB TB M Mag IP FP
Podstawowe 1 11 3 4 4 0 0 0
Rozszerzenia profesji +1 +2
Wykorzystane rozszerzenia +1 +1
Obecne 2 12 4 4 4 0 0 0
Talenty: Opis
Bardzo silny S. +5.
Opanowany WP. +5
Rozbrojenie Po udanym ciosie przeciwny test Ag., jeśli udany – rozbrojenie
Niszczący cios Wartość krytyczna ciosów krytycznych zwiększana o 1
Broń specjalna: korbacz
Broń specjalna: parująca
Broń specjalna: dwuręczna
Potężny cios +1 do obrażeń zadawanych bronią ręczną
Odporny na choroby T. +10 przy testach na choroby
Umiejętności (podstawowe): Mam Cecha Test Powiązany talent
Zastraszenie + Tow./S. 37/40
Plotkowanie +10 Fel. 47
Targowanie + Fel. 37
Umiejętności (zaawansowane): Mam Cecha Test Powiązany talent
Wiedza o Imperium + Int. 32
Reikspiel + Int. 32
Unik +10 Ag. 44
Sprzęt Obciążenie
Tarcza 50
Miecz 50
Topór dwuręczny 200
Łuk i strzały 100
Kastet 1
Koszulka kolcza 60
Kurtka skórzana 50
Ubranie podróżne 15
Wyposażenie ogólne 30
Ogółem 455
Bio:

Gunthar miał zostać szewcem, tak jak ojciec, dziad i pradziad. Może by i tym szewcem został, chociaż warsztatu by nie odziedziczył, bo był “tym drugim”. Brat, Johann Schuhmacher, był tym pierworodnym, którego przeznaczeniem było uświęcać cesarstwo Sigmara przez robienie solidnych butów, płacenie podatków, składanie ofiar bogom i płodzenie następnych Schuhmacherów.

Gunthar był inny. Urodził się w ostatnią noc miesiąca Ulriczeit, gdy Mannslieb był w pełni, a z północy, od Middenheim wiał lodowaty wiatr. Może ten wiatr zasiał w jego matce ziarno Ulrica, bo Gunthara od małego ciągnęło do bitki. Jeszcze raczkował, a już się wdawał w zapasy z wielkim, czarnym domowym kocurem. Gunthar z tych zapasów wychodził podrapany i pogryziony – ale to kocur, postrach wszystkich okolicznych kotów a i mniejszych psów, zawsze w końcu uciekał.

Potem było tylko gorzej. Bijatyki (zawsze rzucał się na tych większych), ucieczki z domu, lania za to, że nie uczył się fachu, kolejne ucieczki z domu. Nie był wiele silnielszy od kolegów gdy przychodziło do dźwigania, ale potrafił uderzyć potężnie i to zawsze tak, by zranić najmocniej.

Wszystko się kończyło się, kiedy po którejś kolejnej kłótni ojciec wziął skórzany pas i się zamachnął, na odlew, przez twarz. Jednak tego dnia Gunthar miał dość. Złapał ojczulka za nadgarstek i ścisnął, aż zachrzęściły kości, a drugą ręką przywalił rodziciela w twarz, aż ten stracił przytomność. Brata akurat nie było. Matka zaczęła krzyczeć, że jest potworem, że zabił ojca, żeby się wynosił.

No i się wyniósł.

Ruszył do Talabheim, najbliższego większego miasta. Pewnie by skończył jako najemny oprych któregoś z panów półświatka, ale trafił akurat na walki gladiatorów. Jakiś czempion właśnie wygrał swoją walkę. Był trochę poraniony i bardzo zmęczony. Naganiacz zapytał gawiedzi czy ktoś chce spróbować swoich sił – nie na miecze, delikatnie, na pałki. Miejscowy (chyba) osiłek spróbował i padł zakrwawiony z rozbitym łbem. Nikt więcej się nie kwapił, aż tu Gunthar, wiedziony jakimś impulsem, skoczył z najwyższej ławki w piach areny. Wejście mu się niezbyt udało, bo wyrżnął jak worek kartofli wzbudzając radość widowni i politowanie czempiona. Jakoś się pozbierał, wziął pałkę i z wrodzoną sobie zaciekłością rzucił się na przeciwnika zaskakując go.

Czy to było zmęczenie czempiona, czy jego lekkie otępienie po którymś ciosie w głowę, może fart, a może błogosławieństwo Ulrica widzącego młodzieńca o zaciekłości wilka – fakt, że pierwszy cios pałki Gunthara powalił gladiatora.

Tak Gunthar zyskał dwie rzeczy: stałe zajęcie i przyjaciela. Tak, pałką wbił Heinzowi Złowrogiemu, bo tak się zwał czempion, do głowy przyjaźń. Heinz nauczył Gunthara wszystkiego, co sam umiał. Walczyli przeciw innym gladiatorom i przeciw bestiom, a potem się bawili do rana. Nie odkładali pieniedzy, żyli z dnia na dzień.

Pewnego wieczora Heinz upił się na smutno. Powiedział Guntharowi, że zmarnował życie. Kiedyś w śnie miał wizję, która kazała mu szukać Łzy Księżyca. Było to jego Przeznaczeniem. I zamiast podążać za swoim Przeznaczeniem, rozwala głowy idiotom takim samym jak on, aż przyjdzie kiedyś dzień, kiedy i jemu rozwalą. Miał złe przeczucia, że ten dzień jest już blisko. Bełkocząc błagał Gunthera, żeby mu przyrzekł na Ulrica i Jego Wilki, że jeśli jemu, Heinzowi, coś się stanie, to Gunther rzuci arenę i spełni Heinza przeznaczenie i odnajdzie Ważny Przedmiot. Gunthar, też na granicy przytomności, przyrzekł, a w ciemnościach nocy zawył wilk.

Następnego dnia Heinz nie żył.

Przyrzeczenie zostało.

Przez jakiś czas jeszcze Gunthar żył jak do tej pory, ale co noc budziło go wycie wilków, smutne, żałosne, ale i pełne wściekłości. Każdego dnia było bliżej. Gunthar wstawał coraz bardziej nie wyspany i wiedział, że jeszcze dzień-dwa i to niewyspanie go zabije – ot, jeden zły krok, za późna reakcja i będzie po nim.

Któregoś dnia po wstaniu, z przekrwionymi oczami, półprzytomny, podjął decyzję. Spłacił swój sprzęt, wziął resztę grosza i ruszył szukać Łzy Księżyca.

Gunthar Zajadły

Gniew Bogów skinnyraf